Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróżnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróżnicze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 listopada 2010

Beata Pawlikowska: Blondynka na Czarnym Lądzie

Okropna książka. A może ja miałam za duże wymagania? Książka jest podróżnicza - bo jest relacją z podróży (niekoniecznie relacją z Afryki), tak jak wskazuje tytuł, bohaterką jest "blondynka" - więc osoba kształtowana na nieco infantylną. Po co? Irytujące jest też dla mnie wprowadzenie - kolejny raz, wcześniej w "Blondynka na Kubie" - mężczyzny-fajtłapy, zakompleksionego i niekiedy wręcz głupiego. Który, wszelakoż, w końcu okazuje się dość sympatyczny.

Mniejsza o to, co mnie drażni, bardziej o tym, co mi się wcale nie podoba. W tej książce nie ma prawie nic o Afryce. Jest to opowieść o tym, jak pani dziennikarka radia ZET pojechała na safari do Afryki. Jeśli chcecie też pojechać, to warto przeczytać tę książkę, bo widać, jak funkcjonują miejsca kempingowe, kiedy wolno wysiadać z samochodu, w jakich namiotach się śpi, czy jest szansa na łazienkę, co kucharz przygotowuje na kolejne posiłki, etc.

Ja chciałam dowiedzieć się czegoś o Afryce i ludziach. Niewiele przeczytałam o tym. Parę słów z wizyty u Buszmenów, przy czym była to raczej opowieść "o tym jak pojechałam do Buszmenów, jak to doceniłam ich świat, w przeciwieństwie do innych turystów, jak cudownie się u nich czułam, jak mi było żal, kiedy przeczytałam, że sprzedano ich ziemie". Naprawdę, o samych Buszmenach niewiele. Że ich osada jest mała, że skupiają się pod akacją, przy małym ognisku, rozpalanym tradycyjną metodą. I że są ludem zbieracko-łowieckim, jedzą jakieś bulwy wygrzebywane z ziemi. Mówią starym językiem mlasków. Tyle.

Więcej jest o Masajach. Ale też z perspektywy bohaterki, czyli bardzo egocentrycznie. Relacja z dwudniowej wizyty w wiosce Masajów to połowa książki, ale jest ona wykreowana - na siłę - na sensacyjną niebezpieczną przygodę. Po co takie fabularyzowanie? Za słabe, żeby być "Tomkiem Wilmowskim", za mało rzetelnych informacji, by być porządną książką podróżniczą. Mam wrażenie, że materiał o Afryce, jaki jest w tej książce, można by zawrzeć w jednym rozdziale. Reszta to wrażenia z safari, opowieści o stosunkach  towarzyskich wśród Europejczyków, którzy na to safari pojechali, plus psychologiczna papka o tym, jak żyć i być szczęśliwym.

Nie wiem, skąd zachwyt nad książkami Beaty Pawlikowskiej. Bardziej egzotyczna Grochola? Z niechęcią, ale umieszczam tę książkę pod etykietą "podróżnicze", tak jak robią to księgarnie i moja biblioteka.

poniedziałek, 18 października 2010

Paweł Wróblewski: Do ciepłych krajów

Często ostatnio słychać o podróżnikach, o takich, co mają czas, cierpliwość i trochę pieniędzy (nie za dużo), żeby pojechać i przeżyć coś ciekawego, a potem jeszcze o tym napisać. Czy to dobrze? Hmm.
Takie na przykład "Do ciepłych krajów" to dla mnie świetna rozrywka tramwajowa, umila czas, przenosi w barwniejsze strony świata, zajmuje. Kłopot z tym, że niewiele zostaje mi w głowie po lekturze...

Ta książka ma tę zaletę, że im dalej, tym jest lepsza. Finał ma nietypowy, hollywoodzki wręcz, bo autor się zakochał, oświadczył i ożenił w Kinszasie. Początek za to kiepski, nieciekawy. Pewnie dlatego, że na początku podróży było Maroko, które Paweł Wróblewski już znał z wcześniejszej wyprawy, nie miał tyle spostrzeżeń i w rezultacie relacja z tej części podróży jest ogólnikowa, ciężko powiedzieć, czy to Maroko, czy też jakiś inny kraj arabski.

Paweł Wróblewski w Afryce znalazł się ze swoim rowerem i zamiarem, żeby przejechać ją od Maroka do RPA. Przebył mniej więcej połowę planowanej trasy: Maroko, Sahara Zachodnia, Mauretania, Mali, Burkina Faso, Ghana, Togo, Benin, Nigeria, Kamerun, Gabon i oba Konga.

Mimo wszystko jest w tej historii coś pięknego, chce się jechać w te ciepłe kraje. Choć w tej książce nie są one wyperfumowane, upiększone - tu kradną, zdzierają z obcych (nawet za cień potrafią pobierać opłatę), mogą pobić, oszukują i wymuszają łapówki.

Jak wspomniałam, im dalej Wróblewski jedzie, tym chętniej dzieli się przemyśleniami, tym więcej w książce "filozofowania", ale też danych z podstawowej historii, polityki, ekonomii państw, które odwiedza. Wydawca zdecydował się dołączyć do książki wywiad o Afryce. Mam wrażenie, że to sposób na uzupełnienie książki - zwłaszcza pierwszej części - o refleksje i próbę podsumowania wrażeń.

Książkę podsunęłabym zainteresowanym podróżami, Afryką. Tym, którzy nie dzielą tej pasji, "Do ciepłych krajów" raczej bym odradziła...

wtorek, 7 września 2010

Guy Delisle: Kroniki birmańskie


Kilka lat temu na półkach biblioteki znalazłam świetny komiks o Korei Północnej, „Phenian”. Bez ambicji uznania się za autorytet we wszystkich kwestiach dotyczącego tego kraju autor potrafił pokazać wiele ciekawych aspektów tamtejszej rzeczywistości. „Phenian” już niestety znikł z półek księgarni, ale przypomniałam sobie o nim i o Guyu Delisle, kiedy zobaczyłam „Kroniki birmańskie”, kolejny komiks tego samego autora.

Najpierw może o zaletach: bardzo lubię styl tych historyjek, humor, z jakim przekazywane są spostrzeżenia, autoironię. Tytuł mówi wiele: ta książka to rodzaj pamiętnika z pobytu w Birmie, dużo więcej tu o życiu prywatnym autora (syn, żona, dom, tryb życia), niż w „Phenianie”, o Birmie nie tak wiele. Mimo to, Delisle'owi udaje się naszkicować obraz tego kraju przez detale (uwaga o innym kroju mundurów dla generałów i szeregowców), wewnętrzne dyskusje o władzach (przeniesienie stolicy), a także opis codzienności (ruch lewostronny przy autach z kierownicą po prawej stronie). Poza tym to książka o dzieciach i rodzicielstwie, o organizacjach humanitarnych, w szczególności o Lekarzach Bez Granic.

Co mi się nie podobało? W porównaniu do pierwszej książki, ta nie ma jednego tematu. To kronika, autor przytacza wiele historyjek, które są interesujące z punktu widzenia osobistego, ale dla mnie nie były szczególnie porywające (np. spotkania z innymi rysownikami, kurs animacji, zakupy w sklepie amerykańskim), albo w belferski sposób opisuje działania i rolę Lekarzy Bez Granic (opis kolejnych misji, informacje o bezpłatnych lekach i wizytach lekarskich, wykład dlaczego czasem Lekarze zamykają placówki w rejonach, które ich potrzebują).

Książka nie jest spójna, ale tak bardzo mi to nie przeszkadzało, bo podoba mi się poczucie humoru Guya Delisle i chętnie przeczytam kolejną książkę, o Chinach