środa, 29 września 2010

Eva Susso: Babo chce

"Babo chce" to trzecia książeczka Evy Susso o tej rodzinie: mamie, tacie, Ajszy, Lalo, Bincie i Babo. Mają psa i kurę, mieszkają w domku. Książeczki są naprawdę wspaniałe dla małych dzieci. Mój synek poznał Bintę, kiedy miał trochę ponad pół roku. Prosty tekst ("Mama" "Tata" "dom", "pies", "kura") układa się w krótką historię. Jest tu mnóstwo wyrazów dźwiękonaśladowczych, są piękne ilustracje. Starsze dzieci zainteresują się przygodą - tym, jak Binta tańczyła, jak Lalo spędzał poranek, a w tej części - gdzie Babo pojechał na wycieczkę, z kim, co widział i co go spotkało.
Maluchy ćwiczą język, ze starszymi można porozmawiać właśnie o akcji, ale też o uczuciach: czemu dzieci się wystraszyły? dlaczego Binta wkłada wianek? Dlaczego Lalo lubi grać? Dlaczego wspólny poranek jest piękny?

Niesamowite jest to, że w książce dla tak małych dzieci tak pięknie przedstawiono rodzinę i czas, jaki spędzają wspólnie. Jest wspólne granie i tańczenie, śniadanie o poranku, wspólne pieczenie i pałaszowanie ciasta.

Na dodatek jest to jedna z nielicznych książek dla małych dzieci, gdzie bohaterami są ludzie, którzy przeżywają to, co każdego może spotkać. Specjaliści mówią, że do ok. 4 roku życia dzieci nie potrafią odróżnić fikcji od rzeczywistości i do tego wieku warto się wstrzymać z baśniami. Mam mieszane uczucia w związku z tą teorią, ale na pewno chcę, aby moje dziecko miało książki o ludziach i o prawdziwym świecie. A o to wcale nie jest tak łatwo.

niedziela, 12 września 2010

Adam Wiesław Kulik: Leśmian, Leśmian


 „Leśmian, Leśmian” to wspomnienia o poecie zebrane przez Adama Kulika na początku lat osiemdziesiątych. Udało mu się dotrzeć do osób, które znały Leśmiana w Zamościu, Hrubieszowie, i często prócz wspomnień oglądał dokumenty, zdjęcia, obrazy, które wzbogacają książkę.

Osoby, które się wypowiadają, znają rejenta, nie poetę. Z wyjątkiem jednego przyjaciela, pozostałe osoby słabo go znają, nigdy prywatnie, raczej jako pracownicy, znajomi córek, mieszkańcy miasta.

Siłą rzeczy, mają do powiedzenia dużo mniej ciekawe rzeczy, niż osoby, które Leśmiana świetnie znały, i zdążyły już o nim napisać, np. w wydanych w 1966 roku „Wspomnieniach o Bolesławie Leśmianie”. Ale ta zamojska perspektywa jest dość nowa, skoncentrowanie na niej pozwala zrozumieć, jak wyglądało codzienne życie Leśmiana i dlaczego tak bardzo pragnął przenieść się do Warszawy - na urlopach spędzał tam i tak około pół roku. Ciekawe jest też to, jak odbierano jego poezję - była kontrowersyjna, niezrozumiała, przez co ośmieszana.

Ta pozycja, choć ciekawa, nie powinna jednak być początkiem poznawania biografii (jako taką polecam raczej wspomniane wyżej „Wspomnienia...” Absolutnie nie jest też potrzebna do zrozumienia poezji. Ale dla tych, których postać Leśmiana zafrapowała, którzy znają już z grubsza biografię poety, te relacje osób postronnych na pewno będą interesujące, rzucają bowiem nowe światło na ostatnie 10-15 lat życia poety.

czwartek, 9 września 2010

Eric Heuvel, Ruud van der Rol, Lies Schipppers: Die Suche

Niedawno, przy rozmowie o "nietypowych" komiksach, rekomendowano mi  komiks dla dzieci (hm, dla nastolatków) o holocauście. Komiks jest po niemiecku, wydał go amsterdamski Instytut Anny Frank.

Myślę, że ten eksperyment (mimo wszystko dla mnie komiks nie jest typowym medium dla tego typu treści, choć jestem świadoma, że korzysta się z tej formy coraz częściej) się powiódł. Książka pokazuje wiele zdarzeń w taki sposób, że dają one wyobrażenie o sytuacji ludności żydowskiej. Pokazują narastające prześladowania, ukrywanie się, w końcu i obóz koncentracyjny wprost, choć sceny te nie są zbyt drastyczne dla wrażliwości dziecka.

"Die Suche" relacjonuje czasy wojny widziane z perspektywy dziewczynki, Esther. Najpierw traci przyjaciół, potem wraz z rodziną zmuszona jest opuścić swój kraj. Po wkroczeniu Niemców do Amsterdamu jej rodzice zostają wywiezieni do obozu koncentracyjnego, a Esther zostaje ukryta na wsi. Po pół roku kryjówka zostaje odkryta. Udaje jej się jednak uciec i znaleźć inny dom, gdzie może mieszkać. Dowiaduje się też o tym, co w Auschwitz działo się z jej rodzicami.

O wojnie, śmierci i tragicznych dziejach trzeba z dziećmi rozmawiać, ale trzeba robić to w mądry sposób. Nie zawsze kult tych, co zginęli, jest dobrym sposobem na rozumienie i pamiętanie przeszłości. "Die Suche" to przemyślana treść ubrana w "łatwą", popularną formę. Po polsku kiedyś też?

środa, 8 września 2010

Vikas Swarup: Sześcioro podejrzanych

Przyznam się, że przepadam za nietypowymi kryminałami, takimi, które prócz intrygi mają jeszcze jakiś dodatkowy smaczek. Lubię komisarza Brunettiego (Donny Leon), za te elementy weneckiej codzienności jak robienie kawy, wizyty w lokalnych restauracjach (i dokładne menu), a także szczegóły domowej kuchni państwa Brunettich.

Niedawno dostałam inny kryminał, który również ma lokalny koloryt - „Sześcioro podejrzanych”. Tu jednak o Indiach dowiadujemy się więcej, niż tylko, co się tam jada.

Już na pierwszych stronach okazuje się, że został zamordowany gangster-przedsiębiorca, w swoim domu, a także, że policja aresztowała sześć osób, które posiadały broń. Cała książka to kolejne rozdziały o tych ludziach: kim są, jaki mają związek z zamordowanym, jak to się stało, że trafili do niego do domu, jakie mogliby mieć intencje… To są właśnie pasjonujące historie, niekiedy zabawne, przewrotne, tajemnicze bardzo. Każdy z podejrzanych pochodzi z innego kręgu społecznego, więc jego historia daje inny obraz rzeczywistości w Indiach.

Nie da się ukryć, że fabuła kryminalna stanowi pretekst do pokazania losów tych ludzi. Podobnie jak kolejne epizody z życia „Milionera z ulicy” (pierwsza książka Vikasa Swarupa), służą one prezentacji różnych Indii.

Gdyby nie humor, to książka byłaby pewnie mało strawna, dydaktyczna. Ale jest tu właśnie to mrugnięcie okiem, jest autoironia, jest niekiedy bardzo absurdalnie. Przy czytaniu niektórych fragmentów śmiałam się na głos. I jak tu się nie śmiać, kiedy bohaterem jest wyrachowany skorumpowany polityk, którego najwyraźniej nawiedza duch Gandhiego?

Nic dziwnego, że choć książka kończy się rozwiązaniem zagadki, to to rozwiązanie nie jest specjalnie istotne. Mnie trochę rozczarowało - niemniej książka jest udaną lekturą, bardzo dobrą rozrywką. Może trzeba pospieszyć się z czytaniem, zanim wszędzie rozpanoszy się ekranizacja? Po „Slumdogu. Milionerze z ulicy” film jest chyba nieunikniony.

wtorek, 7 września 2010

Guy Delisle: Kroniki birmańskie


Kilka lat temu na półkach biblioteki znalazłam świetny komiks o Korei Północnej, „Phenian”. Bez ambicji uznania się za autorytet we wszystkich kwestiach dotyczącego tego kraju autor potrafił pokazać wiele ciekawych aspektów tamtejszej rzeczywistości. „Phenian” już niestety znikł z półek księgarni, ale przypomniałam sobie o nim i o Guyu Delisle, kiedy zobaczyłam „Kroniki birmańskie”, kolejny komiks tego samego autora.

Najpierw może o zaletach: bardzo lubię styl tych historyjek, humor, z jakim przekazywane są spostrzeżenia, autoironię. Tytuł mówi wiele: ta książka to rodzaj pamiętnika z pobytu w Birmie, dużo więcej tu o życiu prywatnym autora (syn, żona, dom, tryb życia), niż w „Phenianie”, o Birmie nie tak wiele. Mimo to, Delisle'owi udaje się naszkicować obraz tego kraju przez detale (uwaga o innym kroju mundurów dla generałów i szeregowców), wewnętrzne dyskusje o władzach (przeniesienie stolicy), a także opis codzienności (ruch lewostronny przy autach z kierownicą po prawej stronie). Poza tym to książka o dzieciach i rodzicielstwie, o organizacjach humanitarnych, w szczególności o Lekarzach Bez Granic.

Co mi się nie podobało? W porównaniu do pierwszej książki, ta nie ma jednego tematu. To kronika, autor przytacza wiele historyjek, które są interesujące z punktu widzenia osobistego, ale dla mnie nie były szczególnie porywające (np. spotkania z innymi rysownikami, kurs animacji, zakupy w sklepie amerykańskim), albo w belferski sposób opisuje działania i rolę Lekarzy Bez Granic (opis kolejnych misji, informacje o bezpłatnych lekach i wizytach lekarskich, wykład dlaczego czasem Lekarze zamykają placówki w rejonach, które ich potrzebują).

Książka nie jest spójna, ale tak bardzo mi to nie przeszkadzało, bo podoba mi się poczucie humoru Guya Delisle i chętnie przeczytam kolejną książkę, o Chinach

sobota, 4 września 2010

Paweł Goźliński: Jul

Takiej książki jeszcze w polskiej literaturze nie pamiętam. "Jul" to kryminał, ale kryminał ambitny, literacki. Co więcej, zakorzeniony w historii literatury - jej autorach, historii, ideach. Akcja toczy się w Paryżu, w 1845 roku, a wśród bohaterów drugo- bądź trzecioplanowych są Trzej Wieszcze. Połączenie nieco zbliżone do "Klubu Dantego", choć dużo ciekawsze.

Ja czytałam tę książkę ze względu na kryminalną intrygę, która jest oryginalna, bardzo działa na wyobraźnię, no i budzi ciekawość. Kto zabił? Czy uda się pokrzyżować plany mordercy? Kto nim jest?

Mamy wielu narratorów, wiele punktów widzenia. Nie są to tylko Polacy. Poznajemy dzięki nim akcję, ale i zwiedzamy sobie Paryż: szulernie, burdele, więzienia, mansardy i sutereny, uczestniczymy w seansie z haszyszem, oglądamy dioramy, itd.

Ciemna strona miasta? Tak, ale i ciemna strona polskiej emigracji. Są skłóceni, nigdy nie płacą rachunków na czas, mieszkają byle gdzie i byle jak, pieniądze przegrywają w karty i gadają ciągle o Ojczyźnie. Mickiewicz kiepsko mówi po francusku, jego żona Celina popada w chorobę psychiczną, on sam postarał się o kochankę, choć Celina co dwa lata nowe dziecko mu rodzi (mieli w sumie sześcioro), a pieniędzy za mało, ciągle za mało... Mickiewicz to sekciarz, występuje przeciw Kościołowi katolickiemu, za wykłady o Napoleonie i mesjanizmie (miast literaturze słowiańskiej) wyrzucają go z uczelni. A Słowacki? Czy to czasem nie psychopata? Głosi rozwój ducha jedynie przez cierpnie.

Samej intrygi nie chcę zdradzać, byłaby to zbrodnia przeciw kryminałowi. Ale... szokujących morderstw tu nie brakuje - np pierwsza ofiara to człowiek-żywa pochodnia.

Przez swoją erudycyjność książka miejscami jest trudna do czytania, zrozumienie idei, jakie są referowane literaturoznawcom przyjdzie z łatwością, ale dla mnie było wcale niełatwe i nieoczywiste. Towiańczycy, zmartwychwstańcy, filozofia genezyjska - to wszystko dokładniej opisane, niż na zajęciach z romantyzmu.

Mimo to, poszukiwacze sensacji też będą się bawić. A może "Jul" zachęci do powrotu do dziewiętnastowiecznych lektur?