środa, 8 września 2010

Vikas Swarup: Sześcioro podejrzanych

Przyznam się, że przepadam za nietypowymi kryminałami, takimi, które prócz intrygi mają jeszcze jakiś dodatkowy smaczek. Lubię komisarza Brunettiego (Donny Leon), za te elementy weneckiej codzienności jak robienie kawy, wizyty w lokalnych restauracjach (i dokładne menu), a także szczegóły domowej kuchni państwa Brunettich.

Niedawno dostałam inny kryminał, który również ma lokalny koloryt - „Sześcioro podejrzanych”. Tu jednak o Indiach dowiadujemy się więcej, niż tylko, co się tam jada.

Już na pierwszych stronach okazuje się, że został zamordowany gangster-przedsiębiorca, w swoim domu, a także, że policja aresztowała sześć osób, które posiadały broń. Cała książka to kolejne rozdziały o tych ludziach: kim są, jaki mają związek z zamordowanym, jak to się stało, że trafili do niego do domu, jakie mogliby mieć intencje… To są właśnie pasjonujące historie, niekiedy zabawne, przewrotne, tajemnicze bardzo. Każdy z podejrzanych pochodzi z innego kręgu społecznego, więc jego historia daje inny obraz rzeczywistości w Indiach.

Nie da się ukryć, że fabuła kryminalna stanowi pretekst do pokazania losów tych ludzi. Podobnie jak kolejne epizody z życia „Milionera z ulicy” (pierwsza książka Vikasa Swarupa), służą one prezentacji różnych Indii.

Gdyby nie humor, to książka byłaby pewnie mało strawna, dydaktyczna. Ale jest tu właśnie to mrugnięcie okiem, jest autoironia, jest niekiedy bardzo absurdalnie. Przy czytaniu niektórych fragmentów śmiałam się na głos. I jak tu się nie śmiać, kiedy bohaterem jest wyrachowany skorumpowany polityk, którego najwyraźniej nawiedza duch Gandhiego?

Nic dziwnego, że choć książka kończy się rozwiązaniem zagadki, to to rozwiązanie nie jest specjalnie istotne. Mnie trochę rozczarowało - niemniej książka jest udaną lekturą, bardzo dobrą rozrywką. Może trzeba pospieszyć się z czytaniem, zanim wszędzie rozpanoszy się ekranizacja? Po „Slumdogu. Milionerze z ulicy” film jest chyba nieunikniony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz